wtorek, 22 marca 2016

Rozdział III

Cięcie


- Już jestem! - krzyknęłam jak tylko przekroczyłam próg domu.
- W samą porę, zaraz będzie obiad! - odkrzyknęła mi z kuchni mama.
  Na parterze unosił się zapach pysznej zapiekanki z serem i pieczarkami, idealnego dania po mroźnym spacerze.
  Kiedy tak jedliśmy stwierdziłam, że powiem rodzinie to, co dzisiaj usłyszałam w szkole.
- Słyszeliście już miejscową legendę? - wszyscy pokręcili przecząco głowami.
- Podobno parę wieków temu, oskarżono kilka kobiet o czary i powieszono w miejscu, w którym teraz stoi nasz dom.
Wszyscy, oprócz mojego brata, który niezdarnie wpychał sobie do ust kawałki pieczarek, spojrzeli na mnie ze zdziwionymi minami. Nastał moment niezręcznej ciszy.
- Trochę to upiorne, ale fajnie, że miasteczko ma swego rodzaju atrakcję - roześmiał się tata i nałożył sobie na talerz kolejną porcję.
- Sam, nie mów takich rzeczy przy Tommy'm, będzie się bał zasnąć.
- Nie wydaje się być jakoś szczególnie tym zainteresowany - wskazałam widelcem na małego człowieczka siedzącego na przeciwko mnie.
- Ale mimo wszystko - mama teraz również na niego spojrzała.
Może i miała trochę racji.


  Po obiedzie leżałam na łóżku w swoim pokoju i czytałam ''Kruka", którego dostałam od Paula przed wyjazdem. Zdążyłam przeczytać dwa rozdziały, kiedy odezwał się mój telefon. Na wyświetlaczu ukazała mi się roześmiana twarz blondynki z wielkimi niebieskimi oczami obramowanymi gęstymi, ciemnymi rzęsami.
- Lindsey! - szczerze się ucieszyłam, że do mnie zadzwoniła - Cześć, co fajnego omija mnie w Hamilton?
- Hej, bez ciebie już nie jest tak ciekawie. Co tam w nowym miejscu?
Oczami wyobraźni widziałam jej zawsze wesołą buzię.
- Nie da się ukryć, że to dziura, ale nie jest najgorzej, przynajmniej są tu piękne widoki.
- Jak nazywa się to miasto?
- Chyba chciałaś powiedzieć mała kropka na mapie? - w głośniku usłyszałam głośny śmiech Lindsey, zawsze łatwo było ją rozśmieszyć, dlatego często specjalnie rozśmieszaliśmy ją w najmniej odpowiednich momentach. - Brenton.
Słyszałam, że stuka w klawiaturę swojego komputera, więc pewnie sprawdza jak wygląda moje nowe miejsce zamieszkania. Po chwili powiedziała:
- Kurcze, rzeczywiście jest tam całkiem ładnie.
- Mówiłam. - zrobiłam ''wszystkowiedzącą'' minę.
- O! A wiedziałaś, że jest tam jakiś nawiedzony dom czy coś takiego? - wyraźnie się ożywiła - Piszą tutaj, że prawdopodobnie dom stoi na miejscu jakiejś egzekucji.
- Niech zgadnę, na końcu Burbank Street? - przewróciłam oczami.
- Tak, widzę, że już zapoznałaś się z historią miasteczka. Widziałaś ten dom?
- Mieszkam w nim. - zapadła cisza, a ja, choć nie widziałam przyjaciółki, mogłabym się założyć, że właśnie uniosła brwi i otworzyła usta ze zdziwienia.
- Żartujesz?
- Jestem jak najbardziej poważna, usłyszałam tą historie dzisiaj w szkole.
- Działo się już coś dziwnego? - Lindsey zawsze trochę interesowała się takimi rzeczami.
- Jasne, białe przezroczyste postacie co chwilę przewijają się po korytarzach.
- Pytam serio, czyli nic?
- Oczywiście, że nic, poza tym dobrze wiesz, że w przeciwieństwie do ciebie nigdy nie wierzyłam w takie rzeczy.
- Okej niech ci będzie - Lin znowu się zaśmiała - A jak szkoła?
- Przyznam szczerze, że jest całkiem ładna i ludzie też nie są najgorsi, jakoś się przyzwyczaję. Jedyne czego mi brakuję to wy. - westchnęłam smutno.
- Nam ciebie też. Kiedy będziesz mogła przyjechać?
- Najwcześniej dopiero we wakacje.
- W takim razie nie mogę się już doczekać. Muszę kończyć Sam, umówiłam się z mamą, że pójdę dzisiaj odebrać Mary z lekcji baletu.
- Nie ma sprawy, do usłyszenia Lin.
- Cześć.

  Rzuciłam telefon na łóżko i chwilę rozmyślałam nad moim dawnym życiem, nad tym wszystkim co odbywa się już bez mojego udziału. W końcu stwierdziłam, że nie mogę tak dłużej robić i, że im szybciej zacznę żyć w tym miejscu, tym lepiej dla mnie.

  Po kolacji, która choć dobra nie dorównywała smakiem obiadowi, byłam już bardzo zmęczona. Dzisiejszy dzień trochę mnie przytłoczył, nowi ludzie, nowa szkoła i otoczenie. Poza tym stwierdziłam, że chcę się wyspać przed jutrzejszą przechadzką przez śnieżne zaspy na przystanek autobusowy.
  Kiedy byłam już na schodach, usłyszałam ciche pukanie dobiegające ze ściany. Powoli przyłożyłam lewe ucho do zimnej, kremowej tapety, grawerowanej w małe, złote listki. Pukanie było delikatne i rytmiczne, aż nagle usłyszałam mocne stuknięcie, który niemal poczułam na policzku. Gwałtownie się odsunęłam. Przez chwilę stałam zdumiona i wpatrywałam się w to miejsce. Do głosu zaczęły dochodzić abstrakcyjne spirytystyczne teorie Lindsey odnośnie mojego domu, ale zostały natychmiast wyparte przez rozsądek podpowiadający mi, że to prawdopodobnie rury biegnące w ścianie wydają ten dźwięk.

  Tej nocy zasnęłam znacznie łatwiej niż poprzedniej. Nie mogę jeszcze mówić o pełnym komforcie spania w tym miejscu, ale po około trzydziestu minutach odpłynęłam w sen.

  Nie wiem, która była godzina, ale obudził mnie dźwięk przypominający uderzenie czegoś metalowego o podłogę. Niechętnie uniosłam głowę z poduszki i otworzyłam zaspane oczy. Serce podskoczyło mi do gardła, gdy zobaczyłam małą, stojącą nade mną postać. Dopiero po chwili uzmysłowiłam sobie, że to mój czteroletni brat.
- Tommy, dlaczego nie śpisz?
- Pani powiedziała, że taka będziesz ładniejsza. - zawsze wesoły, teraz był nienaturalnie poważny.
- O co ci chodzi, idź spać. - lekko go odepchnęłam, ale przyszło mi na myśl, że mogło przyśnić mu się coś złego. Postanowiłam odprowadzić go do jego pokoju. Nic więcej już nie powiedział, cały czas tylko mi się przyglądał.
  Kiedy wróciłam do siebie, nadepnęłam na coś nieprzyjemnie zimnego. Na podłodze leżały nożyczki. O ile dobrze pamiętałam, nie używałam ich dzisiaj. Odłożyłam mały przedmiot na właściwe mu miejsce i wtedy przy nikłym świetle fioletowej lampki nocnej, zobaczyłam swoje odbicie w lustrze toaletki. Moje proste włosy w kolorze ciemnego brązu, sięgające mi aż do talii, teraz były wystrzępione na wysokości ramion.
Zapaliłam światło, z przerażeniem usiadłam przed lustrem i nerwowo dotykałam końcówek, żeby się upewnić czy naprawdę tak wyglądam. Koło łóżka i na poduszce leżało mnóstwo długich kosmyków.
Wtedy mnie olśniło: Tommy i nożyczki. Co odbiło temu bachorowi?!

  Tej nocy już nie usnęłam, byłam wściekła, tak długo je zapuszczałam. Nie chciałam robić awantury w środku nocy, więc zaczekałam do rana.
- Ty mały gnojku! - to były moje pierwsze słowa od zejścia, a raczej zbiegnięcia, z góry na śniadanie wymierzone w Tommy'ego.
Tata zachłysnął się kawą kiedy usłyszał to co powiedziałam, ale nic nie pobije ich min na widok mojej nowej "fryzury".
- Samantha, coś ty zrobiła z włosami? - mama aż zakryła usta dłońmi.
- Ja?! To on mi to zrobił kiedy spałam! - gdyby spojrzenie mogło zabijać, mój brat z pewnością by już nie żył. - Pożałujesz tego - wysyczałam w kierunku Tommy'ego, który wyglądał na wystraszonego i zdezorientowanego.
- Dosyć tego Sam, nie wiem dlaczego postanowiłaś obciąć sobie tak okropnie włosy, ale nie zrzucaj teraz wszystkiego na brata. nie widzisz, że się ciebie boi?
Nic nie powiedziałam, wpatrywałam się tylko rozwścieczonym wzrokiem w każdego po kolei.
- Zjedz coś, porozmawiamy o tym jak wrócisz - stanowczo lecz spokojnie zarządziła mama.
- Nie jestem głodna - wymamrotałam przez zaciśnięte zęby i wyszłam zatrzaskując za sobą drzwi.








P.S. Jeśli ktoś trafi na tego bloga była bym bardzo wdzięczna za zostawienie chociażby krótkiego komentarza na temat tego co tutaj pisze :-)



poniedziałek, 29 lutego 2016

 

Rozdział II 

  

Legenda

 

- Wszyscy usiądźcie już na swoich miejscach - moja nowa klasa nadal prowadziła ożywione rozmowy i nieszczególnie zwracała uwagę na przyjaźnie wyglądającą nauczycielkę, a tym bardziej na mnie. Oczy wszystkich zwróciły się na nas dopiero po chwili.
- To jest Samantha Norton. Przeprowadziła się do nas z Hamilton, nikogo jeszcze tu nie zna więc proszę przyjmijcie ją ciepło.
Z niezręcznym uśmiechem powiedziałam tylko krótkie "cześć" i usiadłam na wolnym miejscu w środkowym rzędzie. Zawsze czułam się speszona kiedy patrzyły na mnie więcej niż dwie pary oczu.
  Szkoła zrobiła na mnie dobre wrażenie, choć mała, na korytarzach miała piękne okna sięgające od podłogi aż po sufit. Można było podziwiać przez nie zamarznięty strumyk ciągnący się wzdłuż lasu. Z miejsca, w którym stał mój dom nie było go w ogóle widać. Skuta lodem woda oplatająca zachodni skraj lasu niczym wstążka.
  Z zamyślenia wyrwało mnie szturchnięcie w lewe ramie. Drobna blondynka z mocno pomalowanymi na czarno oczami patrzyła na mnie ze sztucznym uśmiechem.
- To wy się wprowadziliście do Stryczka, prawda?
- Do czego? - spytałam zdziwiona. Teraz uśmiech dziewczyny zmienił się ze sztucznego w prześmiewczy.
- Uważaj na siebie w nocy.
Blondynka i, jak sądzę, jej dwie przyjaciółki zachichotały, ale zostały szybko uciszone przez nauczycielkę.
Nic nie powiedziałam, zajęłam się czytaniem wskazanego tekstu, ale dziwna uwaga dziewczyny siedzącej za mną chodziła mi po głowie cała lekcje.


  Jako, że cały poranek siedziałam w gabinecie dyrektora załatwiając wszystkie potrzebne formalności, do klasy dotarłam dopiero na ostatnią lekcję przed lunchem. 
Tak więc szłam teraz ze szkolną mapką w ręku, próbując odczytać drogę do stołówki. Kiedy tak szłam, ktoś przedstawił mi się bez ostrzeżenia.
- Cześć, jestem Alice.
- A ja Ned.
Niska brunetka w okularach zakrywających jej pół twarzy miło się do mnie uśmiechnęła. Obok niej stał szczupły, ubrany na czarno chłopak z przewieszoną przez ramię szarą torbą na książki.
- Samantha - podałam każdemu po kolei rękę - Ale mówcie mi Sam.
- Okej Sam, jak ci się podoba okolica? - zagadnął mój nowy kolega Ned.
- Jeszcze nie miałam okazji niczego tutaj zobaczyć - nie byłam pewna czy jest tutaj coś co naprawdę warto zobaczyć.
- Właściwie nie ma tu nic do oglądania - jakby czytał w moich myślach. Po chwili dodał - No chyba, że dom na końcu Barkbunk Street.
- Ned kretynie, ona tam mieszka - brunetka spojrzała na niego spod okularów.
- A ty niby skąd możesz wiedzieć - zmarszczył brwi.
- Ponieważ ktoś niedawno kupił ten dom, kilka dni temu widziałam jak wóz firmy przeprowadzkowej skręca w tamtą ulicę, a Sam jest w mieście nowa, więc złóż sobie fakty.
Chłopak tylko wywrócił oczami, widocznie nie lubił kiedy Alice miała rację.
- Co takiego jest w moim domu, że jest wart zobaczenia? Wygląda podobnie do reszty domów
- Teraz, kiedy jest umeblowany i odnowiony pewnie nic, ale kiedy stał pusty przez kilka lat wyglądał upiornie
- Do rzeczy kobieto, chyba, że ja mam powiedzieć
- Tak jakbyś umiał opowiadać - prychnęła brunetka.
Mimo częstego dogryzania sobie nawzajem, było widać, że ta dwójka tak naprawdę się lubi.
- Chodzi o to, że jest taka miejscowa legenda. Około trzysta lat temu przeszła tędy bardzo sroga zima. Wielu mieszkańców miasteczka nie przeżyło, ponieważ nie byli dość dobrze przygotowani na aż takie mrozy. W tamtych czasach wszystko co złe zrzucano na czary.
  Przerwała na chwilę aby sprawdzić czy chcę słuchać dalej.
- Kilka kobiet oskarżono o praktykowanie magii i sprowadzenie tak okrutnej zimy. Wszystkie zostały powieszone w lesie, ziemia była tak zmarznięta, że nie można było wykopać grobu. Zrobiono im tymczasową mogiłę ze śniegu i tak przeleżały aż do wiosny.
- Nadal nie rozumiem co to ma wspólnego z moim domem?
- Wtedy nie było tam zabudowań tylko las. Działka, na której mieszkasz została wybudowana niecałe piętnaście lat temu, od tamtego czasu mieszkało tam kilka rodzin, ale nikt nie wytrzymał dłużej niż dwa miesiące.
- Chyba nie chcecie mi powiedzieć, w którym kiedyś przeprowadzono egzekucję  domniemanych czarownic? -  roześmiałam się.
  Milczenie i jednoznaczne spojrzenie Alice i Neda było dobitną odpowiedzią. 
- To pewnie o to chodziło tej blondynce.
- Cassie? Nie przejmuj się nią, ona i jej dwie poddane nie grzeszą kulturą. 
- Mniejsza o to, na miejscu starych cmentarzy powstają drogi i ludzie jakoś nie mają oporów, żeby po nich jeździć. Jeśli chcecie mi powiedzieć, że mój dom jest nawiedzony albo coś w tym stylu, to darujcie sobie, nie mam zbyt bujnej wyobraźni i nie wierzę w takie rzeczy.
  Miałam nadzieję, że nie zabrzmiałam niegrzecznie, nie miałam zamiaru ich obrazić.
- Ubrałaś w grubsze słowa to, co chciałam powiedzieć ci delikatniej.
- Przepraszam, fajnie, że macie tutaj swoją legendę ale ja zawsze byłam nastawiona dość sceptycznie do takich rzeczy.
  W kieszeni zawibrował mój telefon: od: Lindsey, wiadomość sms: Strasznie tu bez Ciebie nudno, mamy nadzieję, że o nas nie zapomnisz.
Poczułam gdzieś głęboko w sobie smutek i tęsknotę. Szybko wrzuciłam komórkę do torby.
- Strasznie zgłodniałam, chodźmy do stołówki, przy okazji pokarzecie mi drogę, bo mam przeczucie, że z tą mapka nie znalazłabym jej do jutra.



   
                                                                     ***


  Autobus zatrzymał się na skrzyżowaniu Barkbunk i Mayor, więc całą moją ulicę musiałam pokonać pieszo. Śnieg nie przestawał sypać od wczorajszego wieczora, choć starano się odśnieżać ulice systematycznie, nie zajmowało wiele czasu zanim ponownie były białe.
Większą wagę przywiązywano do jezdni, a co za tym idzie chodniki były przysypane grubą warstwą puchu. Droga prowadziła lekko pod górę. Nie mogłam zejść na jezdnię, żeby nie brnąć po łydki w śniegu, bo nawet jak na tak małe miasteczko, ruch o tej godzinie był dość spory.
  Zmęczona przystanęłam na chwilę i spojrzałam przed siebie, a nie tak jak do tej pory pod nogi.
Z tej perspektywy las wyglądał jeszcze bardziej niesamowicie. Oszronione aż po same czubki drzewa wydawały się wręcz magiczne. Skoro mam tu żyć to może ten las będzie następcą mojego hamiltońskiego parku? Czemu nie, nawet historyjka Alice nie zakłóca jego niezaprzeczalnego piękna.